Podobno w latach 70. był taki western w odcinkach „Bonanza”, kto miał telewizor ten wie. W moim domu rodzinnym do dziś tak nazywa się pokój, pełniący funkcje reprezentacyjne 😉 . Pewnie z powodu mebli – ażurowe drzwiczki do kredensu zbite z cienkich deszczułek przypominają drewniane drzwi do saloonu.

Plan odwiedzenia jeziora Bonanza nie wziął się jednak z sentymentu do kina i westernów, ale do miejsc odosobnionych, czystej wody i smażonej ryby. Sebastian, nasz zaprzyjaźniony przewodnik, którego po raz kolejny spotkaliśmy w trasie (tym razem w Palanque o czym wspominał Witek) zareklamował nam Lagua Bonanza, jako miejsce dokładnie takie, jakie lubimy, tylko woda dodatkowo miała być turkusowa ;). Nie mieliśmy wyboru – trzeba było sprawdzić. Trafić było trudno, bo tabliczka z napisem BONANZA, której wyglądaliśmy jadąc główną drogą, była niepozorna i dostrzegliśmy ją zbyt późno więc trzeba było zawrócić. Później też było „pod górkę”, bo na rozwidleniu wąskiej leśnej drogi wybraliśmy niewłaściwą odnogę i dojechali do miejsca zagrodzonego łańcuchami, gdzie niełatwo było zawrócić. Witek zachował zimną krew (ja też :)) i dokonał cudu. Po powrocie do rozwidlenia skręciliśmy w drugą mańkę. Dróżka prowadziła wprost nad turkusowe i zupełnie puste (byliśmy jedynymi gośćmi) jezioro. Sebastian mówił prawdę. Szybka i jedynie słuszna decyzja – zostajemy do jutra. Przed zachodem zdążyliśmy zapomnieć o zmęczeniu, zanurzając się w Bonanzie.
O wodzie już było więc kilka innych słów – takiego jeziora jak to jeszcze nie widziałam – dno zupełnie białe (wapienne?), prawie niczym nie porośnięte, muszelki pojedyncze – niewiele wskazywało, że oprócz krążących przy brzegu małych rybek zadomowiły się tam inne gatunki. Następnego dnia mieliśmy okazję przekonać się, że i większe ryby buszują w jeziorze, bo gospodarze przygotowali na nasze zamówienie obiad z miejscową rybą w roli głównej.

Na wpół zregenerowani (nie spałam pół nocy, nasłuchując szczekających psów i dziwnych szelestów na zewnątrz samochodu) i na wpół wybiegani (Witek z rana postanowił pobiegać) ruszyliśmy dalej.

 

Następny Artykuł
Poprzedni Artykuł