Gojenie zobolałego tyłka i zakwaszonych mięśni postanowiłem przeprowadzić za następne 100 kilometrów w San Martin de los Andes. To już znowu miasteczko jak te wszystkie poprzednio turystyczne, malownicze i nudne jak flaki w oleju. Tym razem mi pasuje. Jest plaża, świeci słonce, a ja potrzebuję jeden dzień nic nie robić tylko leżeć. Nic nie robię, tylko leżę przez dwa dni.
San Martin przypomina trochę Bariloche, tylko, że jest dużo, dużo mniejsze. Podobnie jak tam tak i tu centrum wyznacza centro civico z pomnikiem (jak w każdym mieście Argentyny) San Martina, muzeum i kościołem. Dwie główne ulice to przede wszystkim biura podróży, hotele itd itp, ale jest dużo spokojniej i ciszej. Doskonałe miejsce na dwudniowy odpoczynek.

 

Następny Artykuł
Poprzedni Artykuł