Girona, położona nad rzeką Onyar w północno-wschodniej Hiszpanii, to miasto, które nie tylko poszczycić się może historią sięgającą dokładnie 2100 lat (założone zostało w 79 roku p.n.e. przez rzymskiego wodza Pompejusza w czasie wojny Rzymu z Sertoriuszem), ale też jedną z najlepiej zachowanych średniowiecznych starówek w Hiszpanii, z jedną z największych historycznych dzielnic żydowskich w Europie….Tego i sporo innych ciekawostek o Gironie można dowiedzieć się zerkając do wikipedii. Czego się jednak, z nawet tak szacownego źródła, jakim jest wikipedia, nie dowiemy?Po pierwszego tego, że mury owego antycznego grodu przekroczyłem dokładnie w 148 dniu mojej pieszej podróży przez Europę i że to właśnie tutaj, na placu przed katedrą Najświętszej Marii Panny, (lub w jej pobliżu) postawiłem swój 5.000.000 krok. Znaczy się przeszedłem od trójstyku granic Polski, Litwy i Rosji w Wisztyńcu 3.000 km, spalając przy tym (ciągnąc 27 kg wózek) blisko ćwierć miliona kcal. Po drugie, że na tym samym placu spotkałem grupę wspaniałych ziomkiń i ziomków z Wadowic (tak, tak, to miasto, w którym są najpyszniejsze kremówki), którzy pod czujnym okiem przewodnika Irka, mieszkającego na stałe w pobliskim nadmorskim Lloret de Mar, zwiedzali zakamarki starówki, a bez których cóż warte byłoby świętowanie moich przedeptanych 3.000 km, gdybym nie miał komu o tym opowiedzieć? 😉 (I nie miałbym tak ładnego zdjęcia upamiętniającego to wydarzenie). A że słuchacze byli i dzielni (słuchać gaduły, który idzie sam i nie ma się do kogo odezwać, nie zawsze jest łatwe) i urokliwi, więc spędziliśmy razem kilkanaście bardzo sympatycznych chwil, za które bardzo dziękuję.No i w końcu po trzecie i to pewno najważniejsze – nie byłoby Girony, nie byłoby Katedry, spotkania i tego wszystkiego, co się wokół mnie przez ostatnie 5 miesięcy dzieje, gdyby nie Droga na Ratunek dzieciom z chorobą nowotworową z kliniki Przylądek Nadziei we Wrocławiu i cel, który wspólnie z Wami, Waszymi przyjaciółmi i znajomymi sobie założyliśmy. Przypomnę, że w maju tego roku wyruszyłem z Wisztyńca, koło Suwałk, by pieszo przez całą Europę dojść do Gibraltaru i w trakcie tej drogi uzbierać 50.000 PLN na zakup 50 zestawów Broviaków pomagającym chorym na nowotwór dzieciakom łagodniej spędzać okres leczenia i pobyt w szpitalu. Mamy w skarbonce już ponad 17.000 PLN, a wiec ciut ponad 34% zakładanej sumy (o czym na wikipedi też nie jest napisane) i w tym miejscu wszystkim dotychczasowym darczyńcom serdecznie w imieniu swoim, dzieci, fundacji „Na ratunek” i kliniki „Przylądek Nadziei” serdecznie dziękuję, a tych którzy jeszcze mojego wyzwania nie wsparli bardzo do tego zachęcam, namawiam i też z góry dziękuję . www.naratunek.org/zbiorki/droga-na-ratunek Wystarczy wejść na link, przycisnąć „pomagam” i już 

Poprzedni Artykuł